Z powodu pandemii i ograniczeń, do odwołania odbiór osobisty książek zostaje zawieszony

Trwają prace techniczne. Funkcjonalności zakupowe zostaną włączone we wtorek, 7 lipca.

Logo Wydawnictwa Linia

( ... szt. )
Ustawienia
Rejestracja Logowanie
Tu jesteś: Strona główna » Aktualności » Czytaj w sieci » Humanista na giełdzie
Reklama

Humanista na giełdzie

Humanista na giełdzie

  • Czy korekta będzie okazją do tanich zakupów? - SCT wrzesień 2020
    Realizująca się na GPW przecena powinna mocno przykuć uwagę inwestorów. Być może właśnie teraz będziemy mieli kluczowy moment tej jesieni, przesądzający o stopach zwrotu na końcówkę 2020 roku.

    Główne giełdowe indeksy w Warszawie zaczynają zniżkować i z każdą sesją coraz pewniejsze jest wystąpienie korekty. Mimo, że można było się jej od dłuższego czasu spodziewać, stanowi ona istotną zmianę dla inwestorów, przyzwyczajonych do trwających od miesięcy wzrostów.


    W tym momencie musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy dotychczasowe wzrosty były jedynie entuzjastycznym odreagowaniem spadków, nie niosącym ze sobą większej zmiany, czy może było to od dawna oczekiwane ożywienie, po którym nastąpią dalsze ruchy do góry. W tym drugim wariancie można upatrywać w obecnej korekcie okazji do zajęcia lub powiększenia posiadanych pozycji w przygotowaniu do kontynuacji wzrostów.

    Pośród czynników przemawiających za zakończeniem wzrostów mamy nasilenie się pandemii koronawirusa. Liczba zachorowań systematycznie rośnie, odnotowując rekordy w wielu krajach, m.in. w Polsce. Kolejne państwa powracają również do obostrzeń, które obserwowaliśmy po raz ostatni kilka miesięcy temu. W tym wariancie gospodarka, a wraz z nią wyniki spółek, znów znajdą się pod presją, co nie sprzyja zwyżkom notowań na giełdach. Oczywiście wiąże się z tym szereg zjawisk dodatkowych, jak chociażby zmniejszone wpływy budżetowe, niosące za sobą konieczność dalszego zadłużania się i podnoszenia podatków.

    Odnoszę wrażenie, że po stronie czynników przemawiających za dalszymi wzrostami mamy nieco większą różnorodność. Z jednej strony możemy mówić o rekordowo niskich poziomach stóp procentowych, co może sprzyjać przenoszeniu środków z instrumentów bezpiecznych na bardziej ryzykowne, do jakich z pewnością można zaliczyć rynki akcji. 

    Po drugie istnieje grupa spółek, które mogą skorzystać na obecnej sytuacji. Nazywamy je potocznie spółkami covidowymi, gdyż ich wyniki mogą się znacznie poprawić w efekcie walki z koronawirusem. Mowa tu zarówno o krótkotrwałym (miejmy nadzieję) procesie powstrzymywania epidemii, jak również o długotrwałych zmianach przyzwyczajeń wśród konsumentów i pracowników (zakupy przez Internet, praca zdalna etc.). Z pewnością marzec i kwiecień 2020 zostaną zapamiętane jako punkt zwrotny dla wielu branż. Możliwy jest więc scenariusz, w którym kapitał skoncentruje się na określonych grupach spółek i nawet mimo spadków w innych obszarach rynku, per saldo indeksy wzrosną. 

    Trzecim czynnikiem, już typowo lokalnym jest napływ nowych inwestorów na polski rynek kapitałowy. Nie wiadomo na razie, na ile jest to trwały proces, ale na przestrzeni ostatnich lat jest to mocno wybijające się zdarzenie, którego konsekwencje warto śledzić. Warto pamiętać, że nowych inwestorów przyciągają przede wszystkim stopy zwrotu, a te za ostatnie półrocze są całkiem solidne. Jeżeli proces ten przeniesie się również na fundusze inwestycyjne, możemy liczyć na fundamentalną zmianę na polskim rynku.

    Pewną kontynuacją powyższego jest debiut Allegro na GPW. Spółka, z której usług korzystają miliony Polaków ma pojawić się na giełdzie, czemu towarzyszyła będzie szeroka kampania promocyjna. A biorąc pod uwagę zasięgi tej platformy i rozpoznawalność marki na naszym rynku, możemy spodziewać się bardzo dużego zainteresowania. Co więcej, pod względem kapitalizacji będzie to jedna z największych spółek na naszym rynku, dzięki czemu w końcu, po wielu latach, czołówki polskiej giełdy nie będą stanowiły spółki kontrolowane przez Skarb Państwa.

    Istnieje więc szereg czynników przemawiających za tym, że obecna sytuacja na giełdzie może rozwinąć się po myśli inwestorów preferujących zwyżki. Nie od dziś wiadomo, że początki hossy rodzą się zazwyczaj w trudnych momentach, kiedy przyszłe wzrosty stoją mocno pod znakiem zapytania. Z drugiej jednak strony trudny czas na polskiej giełdzie trwa od wielu lat (patrząc przez pryzmat indeksu WIG), więc zakładanie że to teraz obserwujemy punkt zwrotny musi być oparte na solidnych podstawach.


    Patrząc na indeks Wig20 widzimy wyraźnie, że rynek wchodzi w fazę korekty. Na jakiś czas zakończył się więc piękny okres utrzymywania się w dobrych nastrojach po odbiciu. Obecnie otwarta jest dyskusja na temat poziomu 1660 pkt, a moim zdaniem również 1560 pkt nie jest wykluczone. Co ważne, nie udało się nawet otrzeć o poziomy sprzed wybuchu pandemii.


    Równie słabo wygląda to na indeksie mWig40, gdzie w dłuższym okresie ujawnia się kontynuacja trendu spadkowego. Został on nasilony przez wybuch pandemii, ale późniejsze odbicie dawało nadzieję na coś więcej. Na chwilę obecną rynek wraca do spadków, które na chwilę obecną mogą być równie dobrze korektą, co dalszym powolnym osuwaniem się. Zanegowanie tego trendu otrzymamy dopiero po przełamaniu ostatniego wierzchołka (ok. 3750 pkt) i warto bardzo uważnie ten poziom obserwować.


    Na indeksie najmniejszych spółek na chwilę obecną nie widać wielkiego pogorszenia nastrojów. Korekta sięga ok. 7%, co nie jest jeszcze wartością alarmującą, zwłaszcza na tle poprzednich wzrostów. Po raz kolejny potwierdza się, że indeks sWig80 trzyma się najmocniej i nie poddaje się spadkom. 


    Dość wyraźna korekta dokonała się natomiast na indeksie NCIndex, który spadł od szczytów o 30%, po czym lekko odbił, a obecnie wydaje się mieć ochotę na kontynuację ruchu w dół. Losy tego indeksu obrazują temperaturę na rynku New Connect i mogą być ilustracją nastrojów inwestorów nastawionych spekulacyjnie. Jeżeli tu nie będzie gwałtownych spadków, można oczekiwać, że również sWig80 utrzyma swój poziom.

    Analiza głównych indeksów nie daje więc jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy bardziej prawdopodobna jest kontynuacja spadków, czy jednak nastąpiła zmiana na rynku i możemy oczekiwać trendów wzrostowych. Indeksy dużych i średnich spółek nie wyglądają szczególnie optymistycznie, natomiast na sWig80 i NCIndex widzimy zaledwie korektę. To, jak owa korekta się rozwinie, trzeba będzie na bieżąco obserwować.

    Co w takiej sytuacji ma robić inwestor?


    No cóż, tak jak niejednorodny jest rynek, tak i nasze strategie powinny być dostosowane do poszczególnych grup spółek.

    W wypadku walorów trendowych, które nie są objęte spekulacyjną gorączką, proponuję trzymanie się wariantu korekty. Na naszej giełdzie mamy wiele spółek, które rosły zarówno przed pandemią, jak i w jej trakcie, można więc zakładać, że dobre wiatry będą im sprzyjały. Klasycznie preferuję tu zaczekanie na uformowanie dojrzałej korekty (co w zależności od spółki może oznaczać różne rzeczy), a następnie dołączenie do ruchu wzrostowego. Elementem obowiązkowym jest tu stop loss, który chroni nas przed popełnieniem błędu i poniesieniem strat.


    Przykładem takiej sytuacji może być Comarch, gdzie notowania cofnęły się od szczytu o 10%, docierając w okolice poziomu 200 zł, który może służyć za techniczne wsparcie. Głębokość korekty odpowiada mniej więcej ostatnim wahaniom cen, więc można przyjąć, że popyt powinien się w kolejnych dniach uaktywniać, powstrzymując kurs od dalszych spadków. Oczywiście długoterminowo walor znajduje się w trendzie wzrostowym.

    Podobne przykłady pokazują prostą koncepcję na wykorzystywanie korekt w trendzie wzrostowym do akumulowania akcji. Ryzyko strat jest ograniczone, a przy okazji wiemy, że inwestujemy w walor obdarzony już pozytywnym sentymentem przez inwestorów.

    Inną strategią jest poszukiwanie walorów, które z różnych względów nie zostały jeszcze docenione przez rynek. Oczywiście znajdziemy tu spółki, które całkiem zasłużenie są poza giełdowym radarem wielu osób, ale też podmioty, które mają okresowe problemy. Być może problemy te za kilka kwartałów przeminą, a sam walor zerwie się do lotu. Najlepsze inwestycje robi się właśnie wtedy, kiedy promyczka nadziei jeszcze nie ma na horyzoncie lub kiedy dostrzegamy go jako jedni z nielicznych.


    Przykładem takiego opuszczonego przez inwestorów waloru jest PZU. Nie przesądzam w tym momencie, czy spółka zasłużenie znajduje się na poziomach, które odwiedziła w przeszłości tylko raz, czy może jest obecnie niedoceniona i stanowi okazję inwestycyjną. W każdym razie duże, stabilne walory mają ugruntowany biznes, a okresowe wahania ich wartości można wykorzystywać do akumulowania akcji.


    Podobnym przykładem jest PKN Orlen, który spadł niedawno poniżej poziomu 50 zł za jedną akcję. Być może przecena będzie kontynuowana przez długi czas, ale możliwy jest też scenariusz, kiedy będziemy marzyć o możliwości kupienia akcji spółki po takiej cenie, gdyż będą one kilkukrotnie droższe.

    W każdym razie na naszej giełdzie obecne jest grono całkiem dużych spółek, które straciły w ostatnich miesiącach na wartości. To do nas, jako inwestorów należy ocena, czy jest to długoterminowa okazja inwestycyjna, czy raczej należy trzymać się od tych walorów z daleka.

    Ja ostatnio jedną taką decyzję podjąłem i dokupiłem wczoraj drugi pakiet akcji PZU. Pierwszy, niewielki pakiecik brałem w sierpniu 2019 roku po cenie ok. 38 zł, a wczoraj dokupiłem zdecydowanie większy pakiet, mocno uśredniając cenę nabycia. Całość transakcji oczywiście w ramach portfela dywidendowego, mimo że PZU w tym roku dywidendy nie wypłaca.

    A jeżeli poszukujecie wsparcia w analizach walorów, którymi warto się zainteresować, gorąco polecam serwis StockWatch.pl, który regularnie publikuje analizy raportów okresowych spółek. Do końca września trwa promocja, w której w cenie abonamentu półrocznego otrzymujecie abonament, a z kodem HUMANISTA nowi użytkownicy otrzymują 10% zniżki. Szczegóły i listę korzyści znajdziecie po kliknięciu w banner. 


    Tak więc obecna sytuacja może być korzystna zarówno z punktu widzenia inwestorów trendowych, jak i uśredniaczy oraz poławiaczy wartości. Zawsze jednak należy pamiętać, dlaczego dokonujemy takiej czy innej transakcji.

    Portfel Spółek Ciekawych Technicznie


    Dla portfela SCT ostatnie tygodnie okazały się udane, patrząc w relacji do szerokiego rynku. Wartość portfela zmniejszyła się o 1,01%, podczas gdy indeks WIG spadł w tym okresie o 5,32%. Tym samym przewaga strategii nad szerokim rynkiem po raz kolejny się zwiększyła.


    W portfelu dokonały się niewielkie zmiany. Od ostatniego zestawienia wpłynęły dwie dywidendy, jedna z iFirmy, druga ze spółki Livechat. Zdecydowałem się również wykorzystać ostatnią korektę i zakupić do portfela akcje kolejnej spółki, którą jest TIM:


    Jak widać na wykresie, spółka znajduje się w trendzie wzrostowym, w ostatnich odnotowując swoje historyczne maksima. W ostatnich dniach miała miejsce korekta, która otarła się o techniczne wsparcie w okolicy 12 zł. Obecnie obserwujemy możliwy ruch kończący korektę, co mogłoby oznaczać perspektywę dalszych wzrostów. W oparciu o taki właśnie układ cenowy dołączyłem spółkę do portfela po cenie 13.60 zł.


    Tak więc w portfelu SCT mamy już siedem spółek trendowych. Trochę martwi mnie Lena której notowania od czterech miesięcy poruszają się ruchem bocznym, aczkolwiek przykład z zeszłego roku pokazuje, że walor może się w każdej chwili zerwać do wzrostów. Jeżeli obierze kierunek przeciwny, opuści portfel SCT.


    Zachęcam do obejrzenia najnowszego nagrania SCT, w którym prezentuję spółki trendowe, mające spore szanse na kontynuację wzrostów. W tym miesiącu po raz kolejny liczba walorów jest niemała.


    Tak więc widzicie, że ostatnie dni wykorzystałem za dokupienie akcji, zarówno do portfela SCT, jak i do portfela dywidendowego. Oczywiście założenie jest takie, że ceny pójdą w górę, ale moja reakcja na scenariusz spadkowy może być inna. W wypadku TIMu będę ucinał straty, a w wypadku PZU nie wykluczam zagrania przeciwnego i dodatkowego powiększenia pozycji.

    Trzymajcie rękę na rynkowym pulsie i pamiętajcie, że promocja na roczny dostęp do Stockwatch.pl w cenie półrocznego trwa tylko do końca września.


  • GPW podzielona jak nigdy dotąd - jak na tym zarobić?

    W ostatnich miesiącach bardziej niż zwykle dostrzegalna jest różnica pomiędzy zachowaniem największych spółek, a walorami małymi, skupionymi poza indeksami lub na rynku New Connect. Co to znaczy dla naszych pieniędzy oraz jak w takim środowisku inwestować?

    Na co dzień nie zawsze koncentrujemy się na całościowym obrazie rynku, ale w tym momencie jest on bardzo interesujący. Z jednej strony mamy dynamicznie rosnące małe spółki, które niemal z tygodnia na tydzień ustanawiają nowe rekordy cenowe, a z drugiej pozostaje Wig20, który ugina się pod ciężarem dużych, państwowych spółek. Czy można z tego wyciągnąć jakieś wnioski?

    Partnerem wpisu jest ING, promujące certyfikaty Turbo na rynku polskim.

    Patrząc na przebieg wykresu indeksu Wig20 widzimy wyraźnie, że notowania nie odrobiły jeszcze wszystkich strat wygenerowanych w lutym i marcu. Od trzech miesięcy kluczowym oporem jest poziom 1860 pkt i mimo że indeks regularnie opór testuje, nie udało się go przełamać. 

    Idąc w kierunku mniejszych indeksów widzimy, że siła popytu jest tam większa. Widać to na indeksie sWig80, który wzrósł zdecydowanie bardziej i utrzymuje się na wysokim poziomie.

    Widzimy, że spółki małe cieszą się większą popularnością pośród inwestorów niż największe podmioty. Pewnym uzasadnieniem tego fenomenu może być fakt, że posiadają one niższą płynność, a przez to wystarczy mniejszy kapitał, żeby pchnąć je na północ. W przypadku indeksu Wig20 to gracze instytucjonalni rozdają karty, a tam, jak widać, przebudzenie nie nastąpiło.

    Idąc tropem małych spółek docieramy do NCIndex, czyli indeksu spółek notowanych na rynku New Connect. To tam toczy się obecnie główna akcja na warszawskiej giełdzie, a sam indeks wzrósł od dołków o 200%, co jest najlepszym historycznie wynikiem dla tego indeksu w tak krótkim czasie. Świadczy to o wielkim entuzjazmie inwestorów i napływie świeżego kapitału na ten dość niewielki parkiet.

    Warto również rzucić okiem na indeks cenowy szerokiego rynku, który każdej ze spółek przyznaje taką samą wagę. Można więc powiedzieć, że indeks ten jest rodzajem szerokiej miary nastrojów na całym parkiecie, bez skrzywienia w kierunku największych walorów, co jest niewątpliwie wadą indeksu WIG.

    Na indeksie cenowym również widać zdecydowaną zmianę kierunku. Ponad trzyletnie spadki zostały zatrzymane, a notowania dynamicznie odbiły się i wyszły już powyżej cen z 2009 roku. Można więc powiedzieć, że faktycznie dużo dzieje się w obszarze najmniejszych spółek.

    Dlaczego rynek tak bardzo się rozwarstwił?

    Powodów ożywienia na najmniejszych walorach jest przynajmniej kilka. Po pierwsze, pandemia przeorała wiele branż, zmieniając zupełnie ich perspektywy. Wiele walorów na tym ucierpiało, ale jest grono niespodziewanych faworytów, którzy mogą na niej znacznie zyskać. Dzięki temu spółki stojące dotychczas na marginesie zainteresowania inwestorów, wypłynęły nagle na pierwszy plan, przyciągając uwagę i kapitał. Nie bez powodu ostatnie wzrosty nazywane są covidową hossą. Kwestią otwartą pozostaje to, ile spółek faktycznie uzyska przychody i zyski, a ile próbuje tylko podpiąć się pod ten entuzjazm, aby wyciągnąć w górę swoje notowania.

    Drugim powodem ostatnich wzrostów jest zrealizowana przez bank centralny obniżka stóp procentowych prawie do zera. W obliczu niepewności na rynku nieruchomości (zwłaszcza spowodowanych obawami o rentowność najmu) okazało się, że trudno jest o dobre miejsce na przechowanie kapitału. Niskie oprocentowanie lokat sprawiło, że giełda stała się relatywnie bardziej atrakcyjna, co stanowi dużą zmianę w odniesieniu do lat poprzednich, kiedy to kapitał raczej odpływał z parkietu. Dużo zyskały fundusze inwestycyjne (zwłaszcza obligacyjne), ale na tym przypływie korzysta też giełda, co widać w statystykach i na wykresach. 

    Trzecim powodem jest napływ nowych inwestorów indywidualnych, którzy przenoszą również na GPW swój kapitał. Ostatnie spadki z lutego i marca, wbrew powszechnemu mniemaniu, nie odstraszyły indywidualnych od giełdy, ale przyciągnęły nowych. Osoby przychodzące na giełdę w poszukiwaniu wysokich stóp zwrotu podążają często za tłumem i interesują się głównie spółkami o najwyższej zmienności, rosnącymi najszybciej. Na nudne inwestowanie długoterminowe przychodzi czas dopiero po pierwszych porażkach, kiedy ambicje nieco maleją, a ucinanie strat i zarabianie systematycznie zyskują na znaczeniu. Ta rzesza nowych inwestorów dołączyła do rajdu, który trwa do dnia dzisiejszego, pompując szybko rosnące notowania jeszcze bardziej.

    Wymienione powyżej czynniki w mojej ocenie dobrze oddają przyczyny ostatnich wzrostów na małych spółkach oraz na rynku New Connect. Uważam, czego dałem wyraz w ostatnim tekście, że jesteśmy blisko przesilenia, kiedy przytrafi się w tym obszarze jakaś korekta, ale póki co sentyment do spółek małych pozostaje pozytywny.

    Po drugiej stronie barykady mamy spółki duże, wchodzące w skład indeksu Wig20. Dlaczego one nie rosną?

    Trzeba na początku zaznaczyć, nie do końca spółki te nie rosną. Mamy w ich składzie kilku liderów, jak chociażby CD Projekt czy Dino, a więc podmioty, które dynamicznie zyskują na wartości i przeczą tezie, że duże spółki nie rosną. I mowa tu nie tylko o podziale na spółki z udziałem Skarbu Państwa i będące całkowicie w rękach prywatnych, gdyż z jednej strony obserwujemy spadające CCC, a z drugiej KGHM, który od dołka zyskał już prawie 200%.

    Pierwszym powodem takiego, a nie innego zachowania indeksu dużych spółek jest fakt, że są to zazwyczaj największe walory notowane, na warszawskiej giełdzie. Aby wynieść na historyczne maksima niewielką spółkę o niskiej płynności nie potrzeba dużego kapitału, ale aby ruszyć z posad PKN Orlen, potrzebne są już konkretne pieniądze. Dlatego o wycenach największych spółek decyduje głównie kapitał inwestorów instytucjonalnych, zarówno krajowy, jak i zagranicznych. 

    Jak wspomniałem wcześniej, napływy do funduszy inwestycyjnych, mimo że się poprawiają, nie są jeszcze masowe. Dlatego też nie można powiedzieć, że kapitał płynie szerokim strumieniem do warszawskiej giełdy, a jest to warunek konieczny, żeby notowania Wig20 się dźwignęły.

    Drugim powodem obecnej sytuacji jest duży udział banków w składzie Wig20. Już dotychczas banki funkcjonowały w umiarkowanie niekorzystnym środowisku przez rekordowo niskie stopy procentowe, a w ostatnich miesiącach otrzymały wielki cios w postaci obniżki stóp praktycznie do zera. Muszą więc one obniżyć oprocentowanie kredytów, ale nie są w stanie obciąć oprocentowania depozytów, gdyż, uwzględniając marżę banku, musiałoby być ono ujemne. A klienci nie zaakceptują sytuacji, w której płacą bankowi za możliwość trzymania tam oszczędności. Dlatego też marża odsetkowa banków, a przez to ich wynik finansowy, są zagrożone.

    Innym czynnikiem uderzającym w wyceny banków jest niepewna sytuacja przedsiębiorstw, którym banki pożyczyły pieniądze. Warunki do prowadzenia działalności gospodarczej w obecnym kryzysie znacznie się pogorszyły, co z pewnością poskutkuje zwiększoną liczbą upadłości, a dla banków zaowocuje niemożliwością odzyskania pożyczonych pieniędzy. Konieczność zawiązania rezerw na ten cel znacząco ciąży branży wpływając na notowania.

    Trzecim komponentem jest aktywność obecnej ekipy rządzącej w zakresie władztwa nad spółkami, w których Skarb Państwa posiada pakiet kontrolny. Od lat wiadomo, że politycy lubią obsadzać znajomych we władzach spółek, ale obecnie nikt nie ukrywa, że notowane na giełdzie spółki, które zaledwie z trudem można nazwać "państwowymi" wprost realizują politykę rządu, przedkładając ją nad ekonomiczne cele, które powinny przyświecać działalności przedsiębiorstw. Nieoptymalne decyzje powodują, że spółki te uzyskują słabe wyniki finansowe i ucinają dywidendy. W perspektywie jeszcze trzech lat rządów obecnej ekipy, rynek nie spodziewa się zmiany na lepsze w tym zakresie, co przekłada się na niskie wyceny tychże spółek na giełdzie.

    Jak widać istnieje szereg powodów, dla których Wig20 nie rośnie podobnie do mniejszych indeksów. Skupienie spółek pod kontrolą rządzących, ściśniętych warunkami ekonomicznymi banków oraz walorów, które do wzrostów potrzebują zdecydowanie lepszego paliwa sprawia, że trendy wzrostowe w tym obszarze są raczej rzadkością. Co zatem robić?

    Jak inwestować w takich warunkach?

    Aby odpowiedzieć sobie na pytanie o sposób inwestowania w obecnych warunkach, przede wszystkim warto uświadomić sobie jakim typem inwestora jesteśmy. Można być długoterminowym inwestorem dywidendowym, którego nie interesują takie lokalne euforie. Można być również spekulantem, który każdego dnia podąża za najbardziej gorącymi spółkami. W tym ostatnim kontekście nie ma tu szczególnej zmiany na rynku, jednie poprawiły się warunki inwestycyjne, bo okazji jest zdecydowanie więcej. 

    Dlatego zostawiam na boku patrzenie na rynek przez pryzmat klasycznych strategii, gdyż zakładam, że każdy, kto ma ustabilizowany system inwestycyjny wie dokładnie, co ma robić. Zamiast tego, zastanówmy się, czy obecne warunki rynkowe wyróżniają się czymś, co może nam sugerować podjęcie określonych działań.

    Po pierwsze, gołym okiem można zauważyć euforię na rynku NC, zwłaszcza na spółkach, które mogą skorzystać na walce z pandemią i długoterminowych zmianach gospodarczych nią wywołanych. O ile część spółek z pewnością poprawi swoje wyniki, nie sposób jest przyjąć, że wszystkie te wzrosty mają swoje uzasadnienie. Łącząc to z emocjami, które ewidentnie są gorące, pokuszę się o stwierdzenie, że rynek ten jest przewartościowany. Jeżeli NCIndex składający się przecież z prawie 200 spółek rośnie trzykrotnie w ciągu kilku miesięcy, jest to wydarzenie niezwykłe i wykraczające poza to, co zdarza się zazwyczaj na giełdach. A więc bańka na NC jako pierwsza.

    Sęk w tym, że nie bardzo jest na tym zjawisku jak zarobić. Jeżeli ktoś kupił akcje w przeszłości i obecnie notuje przyjemny zysk, może co najwyżej podciągnąć stop lossy i zwiększyć ostrożność, żeby w razie wystąpienia korekty (o ile nie zamierza w niej uczestniczyć) sprzedać papiery na czas. Nie ma natomiast instrumentów pozwalających na zajęcie krótkiej pozycji, gdyż rozdrobnienie tych papierów sprawia, iż trudno jest animatorowi odpowiednio zabezpieczać pozycje. Na pęknięciu tej bańki, o ile ona faktycznie występuje, trudno będzie zarobić.

    Partnerem dzisiejszego tekstu jest promotor certyfikatów Turbo, będących instrumentami, które dają możliwość zarabiania zarówno na wzrostach, jak i na spadkach. Dzięki mechanizmowi bariery oraz możliwości samodzielnego dopasowania wielkości dźwigni finansowej, certyfikaty Turbo stanowią ciekawy instrument oferujący szerokie spektrum możliwości. Aby dowiedzieć się więcej, wystarczy zajrzeć na stronę dedykowaną tym certyfikatom.

    Po drugie, obserwujemy bardzo niskie wyceny banków. Zbierający ich notowania indeks Wig-Banki znajduje się na najniższych poziomach od 2009 roku i w przeciwieństwie do wielu innych indeksów, nie zanotował odbicia po spadkach z lutego i marca. Pod tym względem jest to chyba jedyna branża w podobnej sytuacji na GPW, gdyż pozostałe mają zbyt krótką historię notowań lub (jak Wig-Energia) przyzwyczaiły nas do długoletniego trendu spadkowego. Czy to zatem okazja do kupna?

    Tutaj oczywiście należy mieć na względzie długoterminowe perspektywy dla branży bankowej. Można być pewnym, że nie przestanie ona istnieć za 5 lub 10 lat i nadal będzie stanowiła istotną część gospodarki, ale główne pytanie dotyczy przyszłych zysków. Świat zachodni od dekady przyzwyczaja nas do systematycznych obniżek stóp procentowych. My również doświadczamy tego od kilku lat i sytuacja ta nie sprzyja tradycyjnemu biznesowi bankowemu, czyli generowaniu marży odsetkowej. 

    Ponadto banki stoją przed wyzwaniami, jakie niesie świat nowych technologii. Popularyzacja kryptowalut oraz rozwiązań takich jak Revolut sprawia, że bankom coraz trudniej o wyłączność na przechowywanie pieniędzy klientów i obsługiwanie ich płatności. Wydaje się więc, że nie ma już powrotu na szeroką skalę do dużych przychodów za prowadzenie konta czy operacje płatnicze. Z pewnością przed zainwestowaniem w banki na zasadzie "bo są tanie" powinniśmy przeanalizować perspektywy branży, żeby nie okazała się ona, przynajmniej w rynkowym sensie, kopią energetyki sprzed dekady. 

    Trzecią sprawą, która rzuca mi się w oczy są spadki notowań spółek przemysłowych. Obrazuję je wykresem spółki Sanok, ale nie znaczy to, że akurat jej akcje chcę kupić.

    W każdym razie na GPW można wyłonić całą grupę spółek przemysłowych, których biznesy powiązane są z branżą automotive. Głównie chodzi o producentów różnego rodzaju podzespołów, mniej o spółki handlujące samochodami lub częściami. Od pewnego czasu walory tych spółek spadają, równocześnie z hamującą sprzedażą nowych aut na świecie. Swoje zrobiły coraz bardziej restrykcyjne przepisy i normy, którym producenci aut muszą sprostać, a ostatnim ciosem jest epidemia koronawirusa, która mocno uderzyła w sprzedaż nowych samochodów.

    W warstwie analitycznej można powiedzieć, że sytuacja nie wygląda za ciekawie. Aktualne wyniki pogorszyły się w związku z epidemią, a perspektywy również nie są wolne od znaków zapytania. Rosnąca świadomość ekologiczna, carsharing i ograniczenia coraz częstsze w centrach miast sprawiają, że branża motoryzacyjna będzie musiała zmierzyć się z licznymi problemami. Z drugiej jednak strony problemy te są powszechnie znane, a notowania wielu spółek z tego sektora nie tylko nie tanieje już tak bardzo, ale nawet stabilizuje swoje kursy. Oczywiście może to być zasługą obserwowanego entuzjazmu na światowych rynkach, ale z drugiej strony proces ten rozpoczął się jeszcze przed marcem 2020. Być może więc rozpoczyna się tu jakieś uklepywanie dołka.

    Co na drugą połowę roku?

    Czy wymienione przeze mnie grupy spółek (drogie maluchy, tanie banki i nisko wyceniane spółki przemysłowe) dają okazję do zarobienia pieniędzy? Tego nie wiem, gdyż wiele zależy od strategii inwestora, dokonanej selekcji oraz odpowiedniego wyczucia chwili. Są to jednak ciekawostki, które przykuwają wzrok.

    A w długoterminowo z pewnością obserwowali będziemy losy napompowanego rynku New Connect, który będzie dobrym sprawdzianem dla świeżych inwestorów. Być może ostatnie zyski zachęcą ich do dłuższego pozostania na parkiecie, a być może ewentualna korekta zniechęci i skłoni do przeniesienia środków gdzieś indziej.

    Mimo dużego rozbicia na warszawskiej giełdzie, wydaje się, że największego od długiego czasu, można znaleźć miejsca na rynku, które wyglądają obiecująco. Osoby lubiące kupować przecenione spółki z pewnością mogą jeszcze zapolować na dołki, natomiast zwolennicy wzrostów również nie mają w ostatnich miesiącach powodów do narzekań. A na koniec warto mieć nadzieję, że obecna trudna sytuacja ekonomiczna może być początkiem czegoś nowego, co napędzi rynki na kolejne kilka lat.



  • Decydujący moment młodej hossy - SCT sierpień 2020

    Dynamiczne dotychczas wzrosty napotkały pierwsze problemy i entuzjazm inwestorów zderza się w tym momencie z obawami o dalsze perspektywy dla najlepszych spółek. Czy starczy nam paliwa do kontynuacji wzrostów?

    Nigdy nie sądziłem, że analiza NCIndex, czyli głównego indeksu reprezentującego spółki z rynku New Connect będzie otwierała artykuł z cyklu Spółki Ciekawe Technicznie. Jednak ostatni napływ świeżego kapitału na giełdę najbardziej widoczny jest właśnie w tym obszarze. Przez wielu zjawisko to nazywane jest "covidową hossą", gdyż u podłoża wzrostów na niektórych spółkach leży właśnie zapowiedź generowania zysków na walce ze skutkami pandemii, której rozwój na świecie wcale nie zwalnia.

    Tam, gdzie obecny jest łatwy kapitał, pojawiają się również chętni na jego przygarnięcie. Inwestorzy z dłuższym giełdowym stażem obserwują wysyp komunikatów, które podgrzewają rynek i napędzają zainteresowanie wokół poszczególnych spółek, niekoniecznie muszące w przyszłości przerodzić się w realne przychody i zyski. Jednym z jaskrawych przykładów z ostatnich dni jest wiadomość o opracowaniu przez spółkę prototypu urządzenia odmierzającego 30 sekund podczas czynności mycia rąk. Być może faktycznie będzie to hit, ale młodzi inwestorzy powinni do wszelkich zapewnień spółek podchodzić z ostrożnością.

    Drugim powodem do ostrożności powinien być fakt, że obserwujemy ostatnio liczne sprzedaże akcji przez insiderów, czyli osoby ściśle powiązane ze spółką, a przez to mające zapewne lepszą wiedzę na jej temat niż szeroki rynek. Jeżeli w ocenie takich osób obecne wyceny walorów są na tyle wysokie, że decydują się one na sprzedaż akcji, powinno to być ostrzeżeniem dla graczy posiadających otwarte pozycje lub planujących dopiero zaangażowanie się w daną spółkę. W celu poszerzenia swojego spojrzenia na obecną sytuację, polecam chociażby najnowszy podcast Pulsu Biznesu o dobrym tytule Nie daj się wyleszczyć.

    Tak więc mamy na warszawskiej giełdzie świeży kapitał i powiew optymizmu, które przekładają się na wzrosty w niektórych obszarach rynku. Piszę niektórych, gdyż stary i poczciwy Wig20 od początku czerwca nie jest w stanie wybić się powyżej poziom 1900 pkt, pozostając tym samym poniżej poziomów sprzed początku pandemii.

    Zdecydowanie inaczej wygląda natomiast wykres NCIndexu, czyli indeksu reprezentującego parkiet małych spółek. Tam wzrosty są więcej niż zauważalne:

    Kurs od początku roku wzrósł o ponad 100%, a licząc od marcowego dołka wzrosty przekroczyły 200%. Do bardzo dużo, jeżeli przypomnimy sobie, że mówimy o indeksie gromadzącym w swym składzie ponad 180 walorów. 

    Na głównym parkiecie wskaźnikiem najbliższym indeksowi NC jest chyba sWig80, który również zaliczył solidne wzrosty. Od marca przekroczyły one 50%, co jest niemałym dokonaniem. Podobne tempo w ostatniej dekadzie miało miejsce w 2013 roku i zakończyło się silną zniżką notowań w kolejnym roku.

    Warto zwrócić również uwagę, że zarówno na NCIndeksie, jak i na sWig80 wystąpiły formacje sugerujące zawahanie inwestorów. Na sWig80 jest to mały układ cenowy, którego wymowę oceniam prospadkowo, a w wypadku indeksu NC jest to podręcznikowa formacja diamentu. Jej skuteczność, jak podaje Bulkowski, nie jest szczególnie wysoka, ale przerywa ona cztery miesiące zdecydowanych wzrostów, więc świadczy o rosnącym wahaniu inwestorów. Z pewnością coraz więcej osób ma w głowie pytania, jak mocno walory są jeszcze w stanie rosnąć, jeżeli ostatnio kilkukrotnie zwiększyły one swoją wartość.

    I to jest właśnie pytanie, które warto sobie zadawać w obecnej chwili. Odpowiedź z pewnością będzie różniła się w zależności od tego, jakie walory posiadamy w portfelu i kiedy je kupiliśmy (i z jakim zamysłem). 

    Inaczej na sprawę patrzy inwestor, który kupił Biomed Lublin po cenie bliskiej 30 zł, licząc na dalszy wzrost kursu w krótkim terminie.

    A inaczej zapatruje się na obecną sytuację akcjonariusz Budimexu, posiadający pakiet kupiony po względnie niskiej cenie i nastawiony (jak ja) na długoterminowe posiadanie akcji i uzyskiwanie regularnych dochodów z dywidend.

    Niby sytuacja podobna, ale odpowiedź na postawione pytanie może być znacząco różna. Wiele pomaga tu doświadczenie. Jeżeli ktoś przeżyje kilka korekt po 50-70%, zdecydowanie inaczej zapatruje się na inwestowanie w spółki po okresie silnych wzrostów.

    Z pewnością warto być ostrożnym przy dopłacaniu do rachunku nowych środków i inwestowaniu ich w popularne spółki po obecnych cenach. W końcu na wynik naszego inwestowania składają się nie tylko transakcje zyskowne, ale i transakcje stratne. Dlatego popełnienie kilku kosztownych błędów może przekreślić wiele miesięcy udanej gry na giełdzie.

    Ja sam koncentruję się właśnie na spokojnym obserwowaniu rosnących notowań. W zasadzie większość moich spółek zachowuje się dobrze lub bardzo dobrze, więc nie ma konieczności dokonywania większych korekt. Oczywiście można pokusić się o sprzedaż części akcji, ale na razie tego nie robię, żeby nie kusiła walka z rynkiem o ułamki procent, podczas której można przegapić cały trend.

    Jednocześnie powstrzymuję się od zakupów. Na spółki, które chciałbym kupić jest albo zbyt późno (za mocno już odjechały) albo za wcześnie (za mało spadły), więc spokojnie akumuluję dywidendy i delikatnie dopłacam do portfela.

    Portfel Spółek Ciekawych Technicznie

    Wartość portfela w minionym miesiącu wzrosła o 6,92%, podczas gdy szeroki rynek reprezentowany indeksem WIG zyskał 1,71%. Po raz kolejny ujawnia się tu ociężałość dużych spółek, zwłaszcza tych z udziałem Spadku Państwa. W końcu prywatne, jak CD Projekt czy Dino, również wchodzące w skład tego indeksu, należą do prymusów naszego rynku.

    Osiągnięty wynik jest całkiem przyjemny, a dodatkowo cieszy fakt, że został on osiągnięty przy tym samym składzie spółek, które towarzyszą mi od wielu tygodni, a nawet miesięcy. To pokazuje wyraźnie, że odpowiednio dobrane walory potrafią cieszyć przez długi czas. Jednocześnie jest to specyfika inwestowania trendowego, że spośród grupy otwartych pozycji większość wypada na początkowym etapie generując stratę lub niewielki zysk, a pozostała garstka rozwija i kontynuuje trend wzrostowy

    W składzie portfela nie dokonywałem w międzyczasie żadnych zmian. Z jednej strony dotychczasowe walory zachowują się dobrze (wszystkie wzrosły na przestrzeni ostatniego miesiąca), a z drugiej nie chcę zwiększać ekspozycji w obliczu wahającego się popytu po silnych wzrostach. 

    Oczywiście zaangażowanie mogłoby być nieco większe, bo i ostatnie miesiące przyniosły wiele wzrostów, ale dopóki sytuacja się nie ustabilizuje jestem dość ostrożny. Być może jakiś walor pojawi się jeszcze w portfelu, ale będę to oceniał na bieżąco.

    Tymczasem zachęcam do obejrzenia najnowszego nagrania Spółek Ciekawych Technicznie. W tym miesiącu do zestawienia trafiło wyjątkowo dużo walorów, a i samo nagranie rozciągnęło się na ponad 40 minut. Niemniej znajdziecie tam wiele spółek, które mogą okazać się w kolejnych miesiącach dobrą inwestycją.

    Podsumowując dzisiejszą sytuację rynkową można powiedzieć, że wiele zależy od koronawirusowej hossy. Tak długo, jak entuzjazm inwestorów będzie obecny na giełdzie, możemy spodziewać się utrzymania obecnych poziomów cenowych. Liczę, że najsilniej będą zachowywały się walory, których biznes jest odporny na obecne zawirowania lub nawet na nich korzysta. 

    Zwracam szczególną uwagę na zatrzymanie wzrostów na wielu walorach, co widzimy zbiorczo w notowaniach indeksów sWig80 i NCIndex. Jeżeli tam kursy zaczną się osuwać, może to spowodować nerwową reakcję najbardziej płynnego kapitału. Z pewnością przełoży się to na wysoką zmienność wielu walorów.

    Mnie długoterminowo cieszy fakt, że ogólnie notowania rosną. Oczywiście można wiązać to z obniżeniem stóp procentowych i masowym dodrukiem pieniądza, który pcha w górę wyceny na wielu rynkach, ale nawet i bez tego moje spółki powinny sobie dobrze radzić. Głównie dlatego, że skupiam się na podmiotach prowadzących realny biznes i mających odpowiednio długą historię biznesową.



  • Czy dobrze rozumiesz analizę techniczną?
    Analiza techniczna wydaje się prosta, niekiedy nawet banalna, lecz wielu inwestorom nie udaje się uzyskiwać przy jej wykorzystaniu dobrych wyników. Winna jest sama analiza, czy błąd popełnia inwestor? A może należy zmienić samo podejście do tego sposobu patrzenia na rynek.

    Początkujący inwestor-amator bardzo często poznaje analizę techniczną jako pierwszą, przed innymi podejściami. Kusząca jest tu zwłaszcza pozorna prostota podejścia, gdzie kilkoma kreskami narysowanymi na wykresie można "przewidzieć" przyszłe zachowanie kursu. Trudności przychodzą później, kiedy wyniki finansowe zaczynają odbiegać od pozytywnych oczekiwań inwestora. Wtedy rozpoczynają się poszukiwania inwestycyjnego Graala. 

    Partnerem artykułu jest ING, promujące certyfikaty Turbo na rynku polskim.

    Jednym z kierunków, w którym się udajemy jest maksymalne doprecyzowanie warsztatu i narzędzi, którymi posługuje się inwestor. Jeżeli średnia krocząca o okresie 25 słabo się sprawdza, może lepiej zastosować średnią 30 lub 45? A może zamiast zwykłej średniej kroczącej należy zastosować średnią wykładniczą lub średnią ważoną? Jeżeli tak, to jaki zakres danych wybrać do średniej?

    W wypadku formacji cenowych wcale nie jest lepiej. Czy linię trendu należy rysować po korpusach świec, czy po ich cieniach? W końcu w dłuższych okresach może to dawać zupełnie inny przebieg tejże linii. Czy stosować skalę liniową, czy logarytmiczną? Czy lepsza jest formacja klina, czy formacja flagi?

    Tego rodzaju rozważania sprawiają, że spędzamy tygodnie na doprecyzowywaniu idealnych wzorów formacji, modeli które z pewnością się sprawdzą. Sięgamy przy tym do książek, które w Polsce mogły zostać wydane niedawno, ale w oryginale zostały napisane często kilkadziesiąt lat temu, dodatkowo w oparciu o doświadczenia z rynku amerykańskiego. Niby psychika ludzka powinna funkcjonować podobnie na różnych kontynentach, ale w praktyce nie jest to takie pewne.

    Między innymi z tego względu tak trudno jest się opierać na opracowaniach, nawet tych o bardzo mocnych podstawach merytorycznych. Warto chociażby wspomnieć opasłą publikację Thomasa Bulkowskiego pt. Encyclopedia of Chart Patterns, gdzie autor na przeszło 1000 stronach bada skuteczność klasycznych formacji cenowych. Mamy więc dostęp do precyzyjnie opisanych warunków, jakie musi spełniać dany układ cenowy oraz do jego spodziewanej skuteczności, tj. przeciętnego ruchu po wybiciu, szansy na wybicie zyskowne, procenta porażek. Nie zakładam, żeby znajomość tej publikacji była powszechna na polskim rynku, a nawet jeżeli kilka osób ją przeczytało, z pewnością warunki rynku amerykańskiego różnią się od skuteczności na naszej giełdzie.

    Próbując zatem stosować na polskim rynku analizę techniczną z bardzo wysoką precyzją, prędzej czy później dojdziemy do wniosku, że coś tu jest nie tak.


    Weźmy wykres powyżej, gdzie wyznaczyłem dwie linie trendu, jedną rysowaną po korpusie, a drugą po cieniu świecy. Jak łatwo dostrzec, zaledwie po roku od punktu początkowe, dystans pomiędzy liniami przewyższa 10% ceny akcji. Trudno jest tu więc traktować jedną lub drugą koncepcję jako słuszną, a przez to skuteczność podobnych formacji jest ograniczona.

    Podobnie wygląda sprawa z rysowaniem flag i chorągiewek. Zwykłą korektę w trakcie trwającego trendu można wykreślić na kilka różnych sposobów, przez co jej skuteczność znacznie maleje. Ten sam problem dotyczy fal Elliotta, gdzie w trakcie ruchu sądzimy, że mamy do czynienia z falą niższego rzędu, podczas gdy jest to fala wyższego rzędu. Często w praktyce oznacza to zmienianie wierzchołków post factum i dopasowywanie wcześniejszych oznaczeń do tego, co rynek zrobił później. Skutkiem tego skuteczność inwestowania w ten sposób maleje.

    Podobnych przykładów można wymienić jeszcze kilka, ale sądzę, że już teraz wyłania się pewien wspólny problem, który chcę tu zaakcentować - dążenie do maksymalnej precyzji i wysokiej dokładności w stosowaniu analizy technicznej może przynieść więcej problemów niż korzyści.  Zamiast kręcić się w kółko i tworzyć autorskie formuły średnich kroczących, warto zrobić krok wstecz i poszukać punktów wspólnych, które dają się skutecznie wykorzystać.

    Nie musisz korzystać ze wszystkich narzędzi


    Analiza techniczna jest bardzo pojemna. Mieszczą się w nią klasyczne formacje cenowe, średnie kroczące, oscylatory, zniesienia Fibonacciego, fale Elliotta, wachlarze Ganna, technika Ichimoku, formacje świecowe i wiele innych. Nie da się być dobrym w każdym z tych obszarów, a próba ich łączenia i wzajemnego potwierdzania sygnałów daje rezultaty raczej gorsze niż lepsze. 

    Dlatego też warto moim zdaniem dokonać redukcji narzędzi i uproszczenia podejścia. Zamiast zajmować pozycję w każdym układzie technicznym, który podpada pod jakiś podręcznikowy schemat, lepiej jest wyspecjalizować się w jednej lub dwóch formacjach, które będą dawały nam dobre rezultaty. Jeżeli za jakiś czas trafi się kolejny schemat, możemy dołożyć go do naszego portfela umiejętności.

    Na rynku, zwłaszcza dyskutując z innymi inwestorami, mamy pokusę do posiadania wyrobionego zdania na każdy temat. Obejmuje to również kreślenie scenariusza dla każdego waloru lub wykresu, niezależnie od tego, czy nasze sprawdzone narzędzia generują jakiś sygnał, czy też nie. Ja sam przekonałem się już dawno temu, że w inwestowaniu najlepiej jest skupić się tylko na tych schematach, które mamy sprawdzone i dobrze opanowane, a wszystkie inne pozostawić bez żalu. W końcu nie chodzi o filozoficzne spory, ale o to czy pod koniec roku nasze konto jest zasobniejsze niż rok wcześniej.

    Z mojego doświadczenia wynika, że lepsze rezultaty daje 10 transakcji rocznie wykonanych w oparciu o sprawdzone i dobrze opanowane układy cenowe aniżeli kilkukrotnie więcej operacji zrealizowanych w oparciu o przypuszczenia lub techniki, których dobrze nie opanowaliśmy lub z którymi nie czujemy się w pełni komfortowo. W inwestowaniu mniej znaczy więcej.

    Punkty wspólne są najsilniejszą formacji


    Jakie wspólne ceny posiadają trójkąty zwyżkujące i prostokąty? Są formacjami kontynuacji trendu, ale nie tylko. A głowy z ramionami, podwójne szczyty i formacje filiżanki? Te ostatnie są z kolei formacjami odwrócenia trendu, ale wszystkie wymienione układy mają ze sobą jeszcze coś wspólnego. Jest to linia pozioma, rozumiana jako poziom wsparcia lub oporu, będąca podstawą formacji oraz przesądzająca o tym, czy formacja się zrealizowała czy też nie.


    Widać to chociażby na zaprezentowanym powyżej wykresie spółki Neuca. Jako inwestorzy czy analitycy możemy się długo spierać, czy mamy do czynienia z jedną dużą formacją, czy dwiema mniejszymi. Czy lewa formacja to odwrócona głowa z ramionami, a prawa jest formacją nienazwaną, czy może ma jakąś swoją unikalną nazwę. Jednak z pewnością będziemy zgodni, że w jednym i drugim wypadku, kluczowym momentem na rynku jest przełamanie technicznego oporu w okolicy 265 zł. Dopiero pokonanie tej bariery pozwoliło rynkowi nabrać rozpędu i rozwinąć się w trend wzrostowy, mimo że pierwsza próba przełamania okazała się krótkotrwała.

    To właśnie wsparcia i opory są najpotężniejszymi narzędziami z obszaru analizy technicznej.


    Dlaczego ich siła jest tak duża? Wynika ona z dwóch czynników. Po pierwsze, interpretacja ich przełamania jest najczęściej zbieżna dla znacznej części inwestorów. Jedni widzą tam dopełnienie jakiejś formacji cenowej, inni potwierdzenie, że trend jest kontynuowany. Dla osób grających z trendem może to być okazja do zajęcia pozycji (strategie wybiciowe), podczas gdy inni raczej po przebiciu nie sprzedają, czekając na większe zyski. 

    Z kolei przełamany opór w powszechnym mniemaniu stanowi wsparcie dla ceny. Widzą to zarówno inwestorzy grający pod formacje, jak i wszyscy realizujący inne, nieco bardziej złożone strategie. Dlaczego? Bo jest powszechny konsensus co do tego, że przełamany opór cenowy staje się wsparciem.

    Jeżeli inwestujecie na warszawskiej giełdzie warto przetestować rozgrywanie wsparć i oporów z użyciem certyfikatów Turbo, których emitent jest partnerem dzisiejszego tekstu. Możliwość dopasowania dźwigni finansowej do naszych preferencji pozwala na konstruowanie zagrań rynkowych z dobrze dopasowanym do nas poziomem ryzyka. Więcej informacji na temat certyfikatów Turbo znajdziecie pod poniższym bannerem.


    Drugim czynnikiem wpływającym na siłę wsparć i oporów jest łatwość ich wytyczania. O ile w wypadku linii skośnych formacji, różnego rodzaju zniesień i korekt każdy wytycza swoje poziomy nieco inaczej (co pokazywałem wcześniej na przykładzie linii trendu), o tyle co do wsparć i oporów jesteśmy zgodni. Czasem zamiast dokładnego punktu jest to obszar, ale raczej nie ma on więcej niż 5% rozpiętości. Dzięki tej łatwości wyznaczania, poziomy te są widoczne zarówno dla nas, jak i dla pozostałych uczestników rynku.

    Wszystko to, co tworzy się w okolicy kluczowych poziomów może być dla nas dobrą wskazówką co do tego, czy przebicie jest spodziewane oraz ewentualnie w jakim kierunku ono może nastąpić. Nie ma tu znaczenia, czy dany układ da się wpisać w jakąś popularną formację cenową, czy jest to nieokreślona konfiguracja wierzchołków.

    Przykład takiego podejścia do rynku zaprezentowałem w jednym z poprzednich wpisów.


    Z mojego doświadczenia wynika, że ograniczenie swoich ruchów na rynku do kilku najbardziej charakterystycznych formacji cenowych daje dobre rezultaty. Nie musimy znać się na wszystkim, ważne żebyśmy znali się na kilku elementach rynkowej gry i potrafili je trafnie typować i rozgrywać.

    Perspektywa czasowa ma znaczenie


    Teoretycznie z punktu widzenia analizy technicznej nie jest istotne, czy operujemy na wykresie minutowym, godzinowym, dziennym czy tygodniowym. Wszędzie tam poszukujemy tych samych formacji i układów cenowych, starając się pokonać rynek. Trzeba jednak pamiętać, że odpowiedni dobór interwału ma konkretne implikacje dla naszych wyników.

    Warto uświadomić sobie, jakim jesteśmy typem inwestora. Jedni lepiej czują się w dynamicznych zagraniach i szybkich zmianach pozycji, podczas gdy ktoś inny preferuje podróżowanie z trendem lub nawet podejście dywidendowe. Nie ma w tym nic złego, o ile dobrze rozumiemy w co gramy oraz dopasujemy to tego technikę inwestowania.

    Poruszając się w obszarze inwestowania w akcje mogę śmiało powiedzieć, że większość ruchów cenowych krótszych niż 5-sesyjne zaliczam do szumu inwestycyjnego. O zachowaniu cen w tym ujęciu może decydować lokalna panika, krótkoterminowa euforia, news, plotka, większy inwestor dokonujący zakupów lub cokolwiek innego. Generalnie w obszarze szumu inwestowanie jest trudne, gdyż trudno jest precyzyjnie określić, czym kierują się inwestorzy składający zlecenia i kształtujący cenę.

    Zdecydowanie łatwiej jest z trendem, który rozciąga się często na miesiące lub lata. Tu z kolei bardzo trudno jest manipulować cenami. Za poziomy notowań w tak szerokim ujęciu odpowiadają przede wszystkim dane fundamentalne płynące ze spółki. Poprawiająca lub pogarszająca się sytuacja jest w stanie zwielokrotnić wartość waloru lub zredukować go o 80%. Tu analiza techniczna może być już porównywana z analizą fundamentalną i w takim ujęciu można, aczkolwiek z wyjątkami, twierdzić że cena odzwierciedla aktualną sytuację danego podmiotu.

    Z mojego punktu widzenia bardzo dobrym przedziałem do inwestowania jest perspektywa od kilku tygodni do kilku miesięcy. To właśnie wtedy tworzą się formacje cenowe. W tym ujęciu również analizujemy wierzchołki cenowe, których układ pozwala określać np. przyszłe wybicia. Jest to również okres, kiedy inwestorzy mogą podejmować w miarę racjonalne decyzje, nie ulegając zanadto emocjom. Oczywiście w ramach takich układów zdarzają się krótkoterminowe ruchy cenowe, o których pisałem wyżej, ale dzięki umiejscowieniu w pewnym kontekście mają one znaczenie dla całej formacji, a nie funkcjonują w zawieszeniu.

    Co ciekawie, również w takiej perspektywie czasowej rodziły się podstawy analizy technicznej. Dopiero później formacje zeszły na interwały znane nam z instrumentów lewarowanych. Można więc powiedzieć, że teoretycznie właśnie w takim ujęciu nasze zagrania powinny dawać najlepsze rezultaty. 

    Podsumowanie


    Do analizy technicznej można podchodzić w różny sposób. Można podręcznikowo trzymać się poszczególnych zagrań, wiedząc jednak, że poszczególni autorzy promują nieco odmienne podejścia do tych samych wykresów. Z drugiej strony warto uświadomić sobie kontekst, w jakim analiza techniczna funkcjonuje oraz fakt, że opiera się ona na zachowaniach innych inwestorów. Jeżeli naszym celem jest opieranie się na formacjach, które dostrzegamy tylko my sami, musi to być faktycznie święty Graal. 

    Wszystkim innym polecam skupić się na tym, co formacje analizy technicznej mają wspólne i nie popadać w zbytnią szczegółowość. Potrzeba do tego trochę wprawy i rynkowego doświadczenia, ale zamiast na siłę doszukiwać się schematów, zaczniemy w końcu analizować co robi rynek. Niezależnie od tego, czy opisano to w jakimś podręczniku.



  • Ciekawe rzeczy dzieją się na GPW - SCT lipiec 2020
    Po raz kolejny potwierdza się, że analiza warszawskiego rynku przez pryzmat indeksu Wig20 nie jest wyznacznikiem tego, co dzieje się nie tylko pośród poszczególnych spółek, ale ogólnie na całym parkiecie. Tym razem analizę warto poszerzyć o informacje okołorynkowe, które są bardzo ciekawe.

    W inwestowaniu ważne jest nie tylko analizowanie posiadanych lub obserwowanych spółek, ale również "czucie" ogólnej temperatury rynku. Rozumiem przez to analizę czynników znajdujących się często poza samym parkietem, ale mających istotny wpływ na notowania. Można to do pewnego stopnia określić mianem nastrojów inwestorów, ale nie jest to określenie precyzyjne, gdyż chodzi również o przepływy kapitału czy decyzje podejmowane przez podmioty, które trudno jest posądzić o uleganie nastrojom.


    Dzisiejsza sytuacja na warszawskiej giełdzie pokazuje jednak, że na rynku zachodzi pewna zmiana. Aby ją dostrzec trzeba połączyć trochę informacji krążących wokół parkietu.

    Przypomnijmy, że przez ostatnie kilka lat nasz rynek nie miał dobrej passy. Systematycznie zniżkujące notowania, kolejne afery, które nadszarpywały zaufanie inwestorów, odpływ kapitału z funduszy inwestycyjnych, negatywna rola państwa, jako właściciela największych spółek oraz brak nowych debiutów na parkiecie. To tylko niektóre z problemów, z jakimi borykał się rodzimy rynek i częściowo boryka się do dziś.

    W marcu wydawało się, że spadki wywołane koronawirusem, które na indeksie Wig20 cofnęły nas do poziomów widzianych ostatnio w dołku 2009 roku, przełożą się na ostateczne załamanie zainteresowania polskim rynkiem, na którym zostanie zaledwie garstka pasjonatów i najbardziej wytrzymałych inwestorów. 

    Tymczasem stało się inaczej...

    Pierwszym sygnałem było bardzo dynamiczne odbicie notowań, które zaczęły odbudowywać się od razu po osiągnięciu dołka w w wielu wypadkach w całości skompensowały poniesione straty. Na Wig20 jeszcze nie udało się tego osiągnąć, ale indeks sWig80 systematycznie idąc do góry odrobił całość spadków.


    To pokazuje, że na zakupy ruszyli przede wszystkim inwestorzy indywidualni, których aktywność widoczna jest głównie na mniejszych spółkach. 

    O tym, że mali inwestorzy szerzej zainteresowali się rynkiem finansowym może świadczyć kurs spółki XTB, która zaraportowała silny wzrost liczby klientów oraz wzrost wartości obrotów na rachunkach:


    Można więc powiedzieć, że jest to rodzaj barometru zainteresowania inwestorów rynkiem. Wiem po moich znajomych, że wiele osób dotychczas niezwiązanych ze światem inwestycji przesunęło część oszczędności na rynek kapitałowy i zainwestowało np. w ropę naftową podczas słynnych już ujemnych wycen.

    O wzroście obrotów na rynku i pozytywnych oczekiwaniach inwestorów w tym zakresie może świadczyć również poziom notowań GPW, jako spółki:


    Powyżej widzimy wykres w ujęciu dochodowym (skorygowany o wypłacone dywidendy), który ustanowił niedawno swoje historyczne maksima. W ujęciu cenowym nie ma co prawda rekordów, ale notowania i tak znajdują się w okolicy dwuletnich rekordów. Widać więc, że podwyższona zmienność służy podmiotom korzystającym na wysokich obrotach, co może być istotnym wyznacznikiem wzrostu zainteresowania rynkiem finansowym.

    Wzrost zainteresowania funduszami inwestycyjnymi


    Zaledwie tydzień temu przez rynek przetoczyła się wieść o rekordowych napływach do funduszy inwestycyjnych, które okazały się najwyższe od 2015 roku. Dobre dane z czerwca nie rekompensują co prawda fatalnych odpływów z marca, aczkolwiek mogą świadczyć o pewnej zmianie w tym obszarze. 

    Największe napływy odnotowały fundusze dłużne, czyli relatywnie najbezpieczniejsze. Może to być wskazówką, że inwestorzy i oszczędzający wycofują swój kapitał z lokat bankowych, które oferują obecnie realnie ujemne oprocentowanie oraz obligacji detalicznych, które również ucierpiały na obniżce stóp procentowych.

    W Polsce, oprócz lokat bankowych i obligacji, realnymi alternatywami inwestycyjnymi są przede wszystkim nieruchomości (dla większych sum), a dopiero w dalszej kolejności giełda. 


    W obliczu ostatnich słabych perspektyw dla rynku mieszkaniowego, na atrakcyjności zyskały właśnie fundusze inwestycyjne. Mimo, że duża część kapitału trafiła do funduszy dłużnych, jest pewna nadzieja, że zasili on również fundusze akcji.


    Na powyższym wykresie monitoruję na własne potrzeby saldo napływów i odpływów kapitału z funduszy akcyjnych. Niebieska krzywa to fundusze akcyjne uniwersalne, a czerwona, fundusze małych i średnich spółek. Widać, że po słabym marcu, w kwietniu, maju i czerwcu obserwowaliśmy poprawę nastrojów. Jest jeszcze za wcześnie, żeby ogłaszać zmianę trendu w tym obszarze, ale widać pewne pozytywne symptomy.

    Ożywienie na rynku pierwotnym


    Przez rynek przewinęły się ostatnio informacje o potencjalnych dwóch dużych debiutach. Pierwszym miałoby być Allegro, a drugim Canal+, który złożył już nawet prospekt emisyjny do KNF.

    Ostatnie lata były pod względem IPO bardzo mizerne, zarówno pod względem liczby debiutów, wartości oferowanych akcji oraz skuteczności pozyskiwania kapitału z rynku. W dużej mierze były to przejścia na główny parkiet walorów notowanych dotychczas na rynku New Connect.

    Pojawienie się w ofercie publicznej dwóch tak znanych w Polsce marek z pewnością przyciągnęłoby uwagę inwestorów, zarówno już obecnych na giełdowym rynku, jak i dopiero rozważających rozpoczęcie przygody z inwestycjami. Biorąc pod uwagę kaliber obu spółek, z pewnością towarzyszyła im będzie szeroko zakrojona kampania marketingowa. To że z Allegro korzysta bardzo duża cześć społeczeństwa, może być punktem zwrotnym dla całego naszego rynku i powrotem do czasu wielkich debiutów, takich jak PZU, Tauron i GPW w 2010 roku, z których każdy odnotował zapisy ponad 200 tysięcy inwestorów. 

    Warto więc z uwagom przyglądać się wieściom na temat nadchodzących dużych IPO, gdyż mogą one wesprzeć zainteresowanie rynkiem w nadchodzących miesiącach.

    Pozytywne sygnały na wykresach spółek


    Ostatnim sygnałem powiewu optymizmu na polskiej giełdzie są wykresy poszczególnych spółek. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich walorów tak samo, ale oprócz spółek będących liderami rynku i rosnących stabilnie przez ostatni kwartał, zaczyna się coś dziać pośród spółek z ogona stawki, które dotychczas trwały w trendach spadkowych.


    Jednym z przykładów jest ostatnie wybicie na spółce Work Service, nie cieszącej się dotychczas szczególnym uznaniem inwestorów. Walor przestał w końcu spadać i pojawiają się pierwsze sygnały formacji odwrócenia trendu na wzrostowy.



    Dwa kolejne walory, które obserwuję pod kątem potencjalnego odwrócenia trendu są zaprezentowane powyżej 4Fun Media oraz Izostal. W obu wypadkach widzimy chęć zakończenia trwającego ruchu spadkowego. Spółki tańczą na technicznym oporze i spodziewam się, że w kolejnych tygodniach może nastąpić przełamanie.

    Jeżeli chcecie poznać mój sposób na typowanie takich charakterystycznych przełamań wsparć i oporów, polecam mój ostatni wpis na ten temat.

    Jak widzicie, na naszym rynku zaczynają się dziać ciekawe rzeczy. Warto trzymać rękę na rynkowym pulsie, śledzić napływające informacje i budować kompleksowy obraz rynku w oparciu o różne elementy. Mimo, że otoczenie ekonomiczne wydaje się nie sprzyjać euforycznym wzrostom na światowych giełdach, są one faktem. Jeżeli nie chcemy wsiadać do pociągu jako ostatni, trzeba mieć oczy szeroko otwarte.

    Portfel Spółek Ciekawych Technicznie


    W minionym miesiącu wartość portfela SCT zwiększyła się o 6,09%, podczas gdy szeroki rynek reprezentowany przez indeks WIG wzrósł zaledwie o 0,74%. Tym samym portfel po raz kolejny z rzędu wspiął się na swoje historyczne maksima, a jego przewaga nad indeksem WIG wynosi ok. 36%.


    W ostatnich tygodniach pozytywnie na wartość portfela przekładały się wzrosty na dwóch spółkach: Livechat oraz iFirma. Oba te walory notują swoje długoterminowe maksima, co z pewnością cieszy posiadaczy akcji. Z kolei negatywnie w minionym okresie na portfel wpłynęła korekta notowań CD Projektu, który spadł o ok. 10%.

    Skład portfela w międzyczasie nie zmienił się. Wpłynęła jedynie dywidenda ze spółki Budimex w kwocie 4,56 zł na akcję. Jest to najniższa dywidenda od lat, jednak ostatni wzrost kursu z nawiązką rekompensuje mniejszą wypłatę. Poza tym to ograniczenie dywidendy spowodowane jest w dużej mierze ostrożnością związaną z sytuacją epidemiologiczną, gdyż z punktu widzenia wyniku finansowego spółka mogłaby sobie pozwolić na wyższa wypłatę. Pozostaje mieć nadzieje, że środki te zostaną dobrze spożytkowane lub wypłacone inwestorom w późniejszych okresach.

    Na chwilę obecną nie planuję większych zakupów. Spółki trendowe, które rosną już od pewnego czasu mają wiatr w żaglach i na razie trudno o większe okazje cenowe. Być może pojawią się one w wypadku jakiejś korekty, wtedy będę obserwował walory ze zdwojoną uwagą. 

    Przyglądam się również walorom, które wydają się kończyć trend spadkowy i przechodzić do wzrostowego. Jeżeli im się powiedzie, dołączą do grona kandydatów do portfela SCT. Spółka kupiona odpowiednio wcześnie, mimo wyższego ryzyka porażki, daje potencjał na wysoki zysk.


    Dowodem tego może być Livechat (wykres cenowy, bez korekty o dywidendy), kupiony po domknięciu formacji odwrócenia trendu i potwierdzonej obronie jednego ze wsparć. Dziś ta spółka wygenerowała 174% zysku w portfelu SCT i jest jego liderem. Dlatego tak bardzo ważne jest obserwowanie kończących się trendów spadkowych.

    Poniżej zamieszczam najnowsze nagranie ze Spółkami Ciekawymi Technicznie, prezentujące walory w trendach, którym warto się przyglądać.


    Ewidentnie coś dzieje się na rynku. Nawet jeżeli wynika to po części ze słabości innych form lokowania kapitału, warto śledzić ten trend, gdyż może to być od lat niewidziana szansa dla polskiej giełdy. Być może w ten sposób warszawska giełda złapie impuls startowy i rozpędzi się niczym pod wpływem koła zamachowego. W końcu atrakcyjne stopy zwrotu przyciągają dalszych inwestorów i ich kapitał, a w obliczu niskich stóp procentowych i niepewnej sytuacji na rynku nieruchomości, warunki są bardzo sprzyjające.